niedziela, 16 sierpnia 2015

Nad jezioro

Post powinien być wczoraj, ale jest dzisiaj z relacją wczorajszego dnia. 


Pobudka koło godziny 7, żeby na miejscu być przed wszystkimi plażowiczami. Kilka dni wcześniej szukałam jakiegoś odpowiedniego miejsca na wodowanie z psem. Miałam kilka na uwadze, ale to za daleko, albo brudne, albo po prostu nieprzyjazne psom. Wypadło na pewne jeziorko Pławniowice. Sobota rano wszystko spakowane i w drogę, oczywiście samochodem. Astra cała szczęśliwa wskakuje, ale po chwili już wie co ją czeka i zaczyna dyszeć. Dojazd nad wodę w tamtym kierunku zajmuje około 20-30 minut. Po drodze mieliśmy tylko dwa przystanki na to, żeby Ruda mogła pozbyć się tego co jej leży na żołądku. Dojechaliśmy, ale zaraz coś tu jest nie tak... Szukamy jakiegoś wolnego miejsca z dojściem do wody. Nie ma, a może gdzieś dalej, też nie ma. Na główną plażę to nie bardzo z psem. Miało być jezioro Pławniowice, ale nie było. Krążyliśmy wokół różnych uliczek około godziny. Raz wylądowaliśmy przy jakiejś wodzie, ale bez zejścia, a drugi raz przy kanale Gliwickim. Myślała, że już nic z tego nie będzie. Postanowiliśmy spróbować jeszcze wjechać w jedną drogę i co? I naszym oczom ukazało się niewielkie jeziorko. Planowaliśmy inne, a przyjechaliśmy gdzie indziej. Nie oznacza to, że gorsze...a powiedziałabym, że nawet lepsze. Mniejsze, mniej ludzi i dużo psów z każdej strony. Raj na ziemi dla psiarzy. Jezioro przyjazne psom i nikt nie krzyczy, że pies w wodzie gdzie są dzieci. Rozłożyliśmy się na plaży i poszłam zobaczyć zejście do wody. Było trochę zarośnięte, ale Ruda wejść mógł, ja nie miałam ochoty. Następnym razem jak tam przyjedziemy to na drugą stronę, bo tam są ładniejsze zejścia do wody. 

Jak już wspomniałam Rudej nie przeszkadzało to, że zejście było takie sobie. Ona nie należy do psów, które pływają i skaczą w wodzie, a jedynie chodzi, moczy łapki. Chociaż jak jej się rzuci patyk, czy cokolwiek to poleci do wody i to wyciągnie, ale za chwilę traci zainteresowanie wyłowioną rzeczą. I tak też się z nią bawiłam. Kilka razy podchodziłyśmy do wody, a ja jej rzucałam patyk. Ona cała szczęśliwa leciała, żeby go wyciągnąć. Co najdziwniejsze raz nawet odważyła się oderwać łapy od podłoża i podpłynąć do zdobyczy. Nie był to bardzo długi odcinek pływania, ale Ruda nigdy tego nie robi. Jak straci grunt pod łapami zaczyna panikować. Drugi raz już nie dała się nabrać na pływanie i jeden patyk nam odpłynął. Myślę, że dla Astry to jest fajna rozrywka jeśli chodzi o wodowanie. Nie mamy za dużo takich dni, ale jak już są to staram się, żeby Ruda jak najdłużej korzystała z wody. 

Na około jeziorka prowadziła droga przez las. Z mamą postanowiłyśmy się przejść i zobaczyć co tam kryje się po drugiej stronie. Astra poszła oczywiście z nami. Było gorąco, więc taki spacer w cieniu to fajna sprawa. Doszłyśmy na drugą stronę i właśnie wtedy zobaczyłyśmy, że są tam o wiele lepsze zejścia do wody i następnym razem już będziemy wiedzieć, z której strony podjechać. Zapięłam Astrę na smycz, bo między ludźmi biegało wiele psiaków to wolałam, żeby Ruda nie zaczynała jakiejś awantury. Idąc dalej drogą doszłyśmy do jeziora, które planowaliśmy na początku. Okazało się, że na głównej plaży jest mnóstwo ludzi, jak nad morzem. Mogliśmy odetchnąć z ulgą, że trafiliśmy na małe jeziorko obok, bo to naprawdę jest bliziutko. Miałyśmy zamiar obejść dookoła wodę, ale długi odcinek musiałybyśmy iść w słońcu to się wróciłyśmy. Jeszcze raz podziwiałam to, że ludziom nie przeszkadzają pływające psy dookoła nich. Miejsce idealne na takie psie wodowania. Myślę, że jak nie ma sezonu, a jest cieplejszy dzień to takie jeziorko jest cudowne na spacer. Las dookoła i woda. Czego chcieć więcej...no szkoda, że tak daleko. 

Wypad dobiegł końca, bo musieliśmy uciekać przed burzą i słońcem. Ruda się wyszalała. Dodatkowo w drodze powrotnej nie było żadnego postoju z jej powodu. Dzielnie zniosła drogę bez żadnych niespodzianek. Myślę, że jakby częściej jeździła autem to w końcu przyzwyczaiłaby się do tego. Chociaż i tak jest o wiele lepiej, bo kiedyś to nie wskoczyłaby do auta, albo po 5 minutach trzeba było się zatrzymywać. Wypad jak najbardziej na plus. Mam nadzieję, że uda się jeszcze tam wybrać w te wakacje. 

P.S.: filmik z tego wodowania oczywiście jest, ale zbieram materiały do filmu na koniec wakacji, i wtedy wszystko połączę w całość. 





5 komentarzy:

  1. Myślę, że wszystko jest do wypracowania i z czasem także Astra będzie gotowa pokroić się za patyk, a zapadajace się dno przestanie stanowić problem :p U nas wyglądało to podobnie - Vini niespecjalnie chciał pływać, zdecydowanie wolał brodzić w wodzie, ale obecność innych psów i zabawka sprawiły, że woda nagle stała się megafajna :D A las koło jeziora to jest najlepsze spacerowe połączenie na upalne dni!

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak w Pławniowicach jest strasznie dużo ludzi nawet w godzinach po 18 nie dało się gdzie zaparkować :P Kentucky też tylko moczył łapki, ale teraz tylko wejdzie do wody jak wrzucę smakołyk i wtedy może będzie pływać, ale za to teraz nie chce łapać piłki w wodzie :P Ja do Pławniowic mam 32 km czyli jazda samochodem ponad godzinę. Nie wiedziałam, że mieszkasz w tych rejonach. Może uda się kiedyś wyjść na wspólny spacerek? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ponad pół godziny a nie godzinę :P

      Usuń
  3. Za rok jadę do Gliwic z 2 spanielkami: Milą i Negra. :3 Może się zobaczymy, tylko żeby Astra polubiła moje psie dziewczynki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mokry i brudny pies, czego mu więcej trzeba :)

    OdpowiedzUsuń

Lubię komentarze odnoszące się do tekstu, a nie tylko i wyłącznie do zdjęć. Każdy komentarz i nowy czytelnik to dla mnie duża motywacja do dalszego pisania! :)